Kiedy zeszła na dół stół był pusty, nie było śniadania, które Jenny zawszy szykowała przed wyjściem do pracy. Najgorsze że lodówka też była prawie pusta. Dziewczyna zabrała się za telefon komórkowy i wybrała numer swojej matki.
- No odbieraj ... - marudziła pod nosem.
- Halo ? - wreszcie odezwał się jej głos w słuchawce.
- Gdzie ty jesteś?! Nawet nic mi do jedzenia nie zostawiłaś! - Jenny wysłuchiwała potok słów swojej córki z cierpliwością po czym zaczęła mówić.
- W szafce są jeszcze dwa rogaliki, do tego nalej sobie soku z kartonu a ja będę za jakieś dwie godziny. Mam zaraz bardzo ważne spotkanie. Taki zawód kochanie. O już muszę iść. Kocham cię, pa ! - i się rozłączyła. Connie posłuchała matki i wyjęła rogaliki kładąc je na talerzyk. Gdy skończyła jeść śniadanie przyszedł sms od Savantii. Connie wypłukała ręce po czym wzięła telefon do ręki.
Spotkajmy się za pół godziny w "Księżycu".
Stało się coś okropnego ! Sav.
Connie po odczytaniu sms'a zastanawiała się co mogło się stać i chyba domyślała się że to ma coś wspólnego z wczorajszym wyjściem na piwo.
Punktualnie pół godziny później była już " pod Księżycem". Był to taki bar, który miała taką nazwę "Bar pod Księżycem". Weszła do środka i od razu ujrzała siedzącą przy stoliku obok okna Savantię z miną jakby miała zaraz się popłakać.
- Co się stało ? - spytała Connie od razu jak do niej podeszła.
- Matt gdzieś zaginął! - powiedziała ze łzami w oczach.
- Jak to zaginął? Kiedy? - pytała.
- Wczoraj, a właściwie dzisiaj w nocy. Trochę przesadziliśmy z imprezą i alkoholem. Balanga zeszła na psy! Każdy był pijany, nawet ja. Kręciło mi się w głowie chciałam wracać do domu, ale Matt nie chciał. W końcu go przekonałam i powiedziałam, że tylko jeszcze szybko pójdę do toalety. Kiedy wróciłam jego już nie było zresztą jak połowy paczki. Amanda powiedziała, że poszli gdzie indziej się zabawić, bo w tym klubie już im się nudziło. Więc Amanda powiedziała, że jej ojciec odwiezie nas do domu i pojechałyśmy. Byłam strasznie zła na Matt'a, że mnie zostawił, rano ... , rano Josh napisał mi, że nie wrócił po wczoraj do domu. I że w żadnym klubie go nie ma, a do tego nie odbiera telkefonu... - w tym momencie Sav się strasznie rozpłakała.
- Na pewno gdzieś jest. Nie martw się. - powiedziała Connie kładąc ręke na ramieniu koleżanki.
Kiedy Connie odprowadziła przyjaciółkę do domu i stwierdziła, że do swojego jeszcze nie wraca. Postanowiła pójść do parku, bo to chyba zrobiło się jej najulubieńszym miejscem. Będąc w parku szukała ławki na której wtedy siedziała. Dopatrzyła się pięknej topoli pod którą wtedy siedziała i ławki która była już zajęta przez jakiegoś chłopaka. Podeszła tam.
- Mogłabym tu usiąść? - spytała dziewczyna patrząc na chłopaka o brązowych oczach i ciemnych blond włosach.
- Jasne, czemu nie. Jestem Alex. - powiedział i podał rękę.
- A ja Connie i również wyciągnęła rękę, ale w tym momencie zadzwonił telefon Alexa. Odebrał, po czym schował komórkę. - Muszę już iść. Miło było cię poznać ,yy .. Connnie. - powiedział wstając z ławki i odchodząc.
- Cześć ... Alex.. - powiedziała pod nosem gdy chłopak odchodził.
Kiedy Connie wróciła do domu jej mama spała na kanapie w salonie. Podeszła do niej i przykryła ją kocem. Nagle zauważyła leżący obok na stole list. Był otwarty i było to raczej jakieś zawiadomienie. Wzięła papiery do ręki i przeczytała kawałek. To było zawiadomienie ale o czyjejś śmierci. Czytając dalej natknęła się na nazwisko Dowson. To było zawiadomienie o śmierci jej ojca. Rzucając list na podłogę pobiegła do swojego pokoju.
Super :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Caroline ;)