- A więc dziś wszyscy nasi uczniowie polubili na chwilę szkołę, ... bo się kończy rok nauki. - oznajmiła dyrektorka, po czym uczniowie zaczęli się śmiać potwierdzająco. Przemawiała tak jeszcze przez jakieś dobre piętnaście minut. Potem wszyscy rozeszli się.
- Co powiecie na małe uczczenie początku wakacji ? - spytał Matt Donney, kiedy staliśmy w niewielkiej grupce przed szkołą. Był jednym z najładniejszych chłopaków z naszej klasy, ale też najgłupszym. Connie zawsze wołała do niego "do nogi", bo tak samo nazywał się jej pies. To zawsze wszystkich bawiło, prócz oczywiście jego samego. Był też chłopakiem jej najlepszej przyjaciółki Savantii.
- Czemu nie! - rzuciła Sav i dała mu wielkiego buziaka w policzek. Nagle wszystkim się spodobał ten pomysł.
- Ja nie mogę. - powiedziała Connie szybko, bo wszyscy już zaczęli ruszać w stronę bramy szkolnej.
- Niby czemu ? Choć raz nie możesz pójść z nami na piwo ? Jesteś dziecinna. - powiedziała Amanda, która była najbardziej wytapetowaną laską w szkole i do tego paliła.
- Nie jestem dziecinna tylko już mam umówione spotkanie. - odparła dziewczyna czując na sobie wszystkie spojrzenia jej kolegów i koleżanek z paczki.
- Daj spokój! Najwyżej się spóźnisz. Za to postawię ci drinka. - powiedziała Savantia ze szczerym uśmiechem.
- Nie piję. - odparła. Po tym wszyscy zaczęli wołać do niej coś w stylu "oj, daj spokój, jedno piwo nie zaszkodzi" albo "w końcu skończyliśmy szkołę, trzeba to uczcić" lub " musisz kiedyś spróbować alkoholu".
- Sorry, może kiedy indziej. - powiedziała i odeszła szybkim krokiem od grupy zmierzając w stronę wyjścia. Czuła się podle wiedząc, że teraz sobie pomyśleli o niej jak o kimś nudnym, a na pewno taka nie była. No ale trudno.
Connie na prawdę była umówiona na spotkanie, a co ważniejsze ze swoim ojcem. Zadzwonił do niej dzień wcześniej i poprosił o spotkanie. Wtedy pierwszy raz od niepamiętnych czasów usłyszała jego głos. A teraz miała go zobaczyć na żywo. Zastanawiała się tylko nad jednym - dlaczego dopiero teraz i że to z nią, a nie z Jenny chciał się zobaczyć. No ale i tak bardzo się cieszyła na te spotkanie. Wręcz nie mogła się doczekać.
Kiedy godzinę później czekała na niego w kawiarni na mieście poczuła się zraniona. Czekała na swojego ojca pół godziny po czym postanowiła zadzwonić na numer z którego dzwonił ale nikt nie odebrał. Poczekała jeszcze dziesięć minut po czym wyszła z kawiarni prawie ze łzami w oczach. Dla czego nie przyszedł na umówione spotkanie ? Może to były tylko głupie żarty ? Nie wiedziała co z sobą począć więc poszła do parku nieopodal i usiadła na ławce pod drzewem topoli. Zaczęła się rozglądać po czym rozpłakała się żałośnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz