- Aleksander Forrest, znowu niedostateczny – oznajmiła nauczycielka matematyki rozdając ostatnio napisane przez uczniów prace klasowe - Przykro mi, ale chłopcze weź się w końcu do nauki. Ja nie wiem co mam z tobą zrobić. Jeżeli dalej tak pójdzie to nie wiem czy nie dostaniesz zaproszenia do szkoły letniej. No cóż, taka jest prawda Forrest, nie patrz tak na mnie.
- Proszę pani, to jest niemożliwe, ja przecież się uczyłem!
- Ale się nie nauczyłeś, a to zasadnicza różnica. Zostań chwilkę po dzwonku.
Aleksander Forrest. Dziecko z rozbitej rodziny. Ojciec wyprowadził się od niego, gdy dowiedział się o ciąży Chelsea.
Zadzwonił szkolny dzwonek. Wszyscy wypadli z klasy, a chłopak został w ławce. Siedział niespakowany, wpatrując się w nauczycielkę.
- Aleksander. Posłuchaj. Ja nie chcę cię poniżać i ośmieszać przy całej klasie. Zależy mi na twojej poprawie. Spójrz w dziennik – położyła dziennik na jego ławce – Twoje oceny to cztery, jeden, jeden plus, dwa minus, jeden. Na początku semestru myślałam, że jesteś porządnym uczniem, ale kiedy zacząłeś dostawać coraz to niższe oceny, bardzo się zawiodłam na tobie. Proszę cię, przyjdź do mnie w czwartek na ósmą godzinę lekcyjną. Poprawisz oceny. Może się narzucam, ale musisz nauczyć się dbać o swoją przyszłość. Te oceny to twoja przyszłość! Ja wiem, że w głębi duszy jesteś mądry i wiesz jak obliczyć… - nauczycielka coś gadała o różnych obliczeniach. Mówiła, że chłopak umie to policzyć. Rzeczywistość była inna. Aleksander nie rozumiał matmy. Po prostu nie rozumiał – A może twoja mama znajdzie ja kiedyś korepetytora, co?
- Zapytam ją – uśmiechnął się.
- No dobrze. Idź już. Do czwartku!
Pani Oldman była dobrą nauczycielką. Nie wyśmiewała się z nikogo. Miała swoje zasady i własne opinie ale nikogo nigdy nie ośmieszała. Nigdy. Potrafiła pomagać.
Aleksander spakował się wyszedł. Pod klasą stała jego serdeczna przyjaciółka Abigail.
- I jak? – zapytała.
- No co, no. Nijak.
- Pytam się o poprawę. Pozwoliła ci?
- Pewnie, że tak. Ona zawsze pozwala. Dlaczego miałaby postąpić inaczej?
- Nie wiem. Posłuchaj. Mi także zależy abyś miała dobre oceny z matmy. Poucz się trochę. Poświęcisz góra czterdzieści pięć minut. Chciałabym abyś poprawił wszystkie oceny na piątki!
- Co?!
- Dobra, czwórki. – roześmiała się, ale jemu wcale do śmiechu nie było.
- Mówiła, żebym poprosił mamę o jakiegoś korepetytora.
- Świetny pomysł! Podciągniesz się.
- Nie wiem czy to dobry pomysł…
- Dlaczego?! Przecież to ci się przyda.
- No nie wiem…
- Zamknij się i dzwoń do mamy.
- Jak to? Teraz?!
- No a co? Przecież musisz mieć tego korepetytora na jutro.
- Oj Abi, Abi.. Przyjdę do domu i porozmawiam z nią.
- Mamo! Jestem! – zawołał Aleksander wchodząc do domu.
- Chodź już do stołu Alex, obiad gotowy!
- Co dziś jemy? – zapytał, kiedy jego młodsza siostra Camilla usiadła do stołu mówiąc:
- Mama zrobiła pieczeń!
- Owszem, zrobiłam pieczeń dla mojej kochanej rodzinki!
- Łał, mamo ty rzadko przyrządzasz pieczeń. Jakaś okazja? – zapytał syn.
- Nie, żadna. Czy nie można po prostu zrobić miłej niespodzianki od tak?
- Tata! – zawołała Camilla. Do domu wszedł mężczyzna o imieniu Rob. Był biologicznym ojcem Camilli ale nie Aleksandra. Chłopak nie wiedział, że na ziemi istnieje taki facet jak Anthony Dowson. Chelsea przez całe życie wmawiała mu, że Rob jest jego prawdziwym ojcem. Po nim także ma nazwisko. Matka nie chciała mieć tak niemiłego wspomnienia, jak nazwisko Dowson. Od razu po urodzeniu syna nazwała go swoim nazwiskiem – Watson. Po pięciu latach poznała mężczyznę swojego życia. Zakochała się w nim i wzięli ślub. Mają córkę Camillę, a Alexandrowi zmieniła nazwisko na Forrest. Teraz cała rodzina nazywa się Forrest i nikt nic nie podejrzewa. Nikt nic nie wie, że syn Pani Forrest ma innego ojca. Wszyscy sąsiedzi biorą ich za normalna i szczęśliwą rodzinę. W rzeczywistości tak właśnie jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz