16 lat później ...
Chicago, Michigan
- Jenny, wychodzę ! - powiedziała Connie do swojej matki. Mówiła tak do niej od kiedy pamięta. Nigdy nie było 'mamo'. Jenny pozwalała tak do siebie mówić, powtarzała, że to ją odmładza.
- Gdzie? Czy ja wyraziłam zgodę ? - powiedziała z uśmieszkiem. Zawsze tak robiła jak wiedziała, że to od niej zależy to gdzie i kiedy będzie wychodzić jej córka.
- Przestań już no.. Ja na prawdę muszę wyjść!- mówiła rozdrażniona.
- A mogę chociaż wiedzieć gdzie ? - spytała.
- Nie, to tajemnica zawodowa - powiedziała z nonszalanckim uśmiechem na twarzy i wyszła z domu pozostawiając matkę z jeszcze trzymającym się pytającym wyrazem na twarzy. Ale nie była na nią zła. Wiedziała, że ma tylko ją więc nie trzymała jej pod kluczem żeby się nie buntowała, co jest typowe dla piętnastolatki. Jest samotną matką odkąd przed laty Antony Dowson zostawił ją w ciąży. Nie szukała jednak nowego mężczyzny. Było to dla niej jeszcze zbyt trudne po tym co się wydarzyło, mimo że było to już bardzo dawno. Jej córka wiele razy mówiła, że w ich domu brakuje męskiej ręki, ale ona zawsze tłumaczyła, że jeszcze na to nie pora. Connie bardzo chciała mieć ojca, mimo że znała historię nieudanego związku swoich rodziców. Nigdy nie ujrzała ojca na własne oczy. Tylko ze zdjęć, które pokazywała jej matka. Antony od czasu rozstania nie dawał znaku życia. Jenny zawsze go kochała. Nawet po rozstaniu miała nadzieję, że może on zmieni zdanie o dziecku i dadzą sobie jeszcze jedną szanse. Niestety tak się nie zdarzyło. Kobieta mimo to chciała mieć po nim pamiątkę, jako że mają wspólne dziecko przejęła po nim nazwisko 'Dowson'.
Jenny prócz tego niemiłego wspomnienia była szczęśliwą kobietą. Miała wspaniałą córkę, dobrą pracę i przytulny dom. Miały też kochanego psa Matt'a. Connie powodziło się w szkole, miała dużo wspaniałych znajomych i jej hobby było granie na harmonijce, którą odziedziczyła po dziadku, który zmarł zaraz po jej narodzinach. Dziewczyna kochała matkę i nie miała jej za złe niczego.
Nagle zadzwoniła komórka Jenny.
- Halo? - odebrała.
- Gdzie ty się podziewasz ?! Szef czeka ! - oznajmiła jej koleżanka z pracy Emma. Było to najbliższa dla niej osoba zaraz po jej córce.
- Och, kurde ! Kompletnie zapomniałam o spotkaniu ! Zaraz będę. - powiedziała i odłożyła słuchawke. - Gdzie są te dokumenty z tą prezentacją, do cholery ?! - mówiła sama do siebie szukając pracy przygotowanej na spotkanie z szefem. Nagle podbiegł do nie Matt z teczką w ryjku. Był świetnie wytresowany i zawsze jej pomagał gdy nie mogła nic ogarnąć. Był kochany.
- Dzięki pupilku i papa, pani musi iść do pracy....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz