Czy jesteś pewien gdzie pracuje twój ojciec ? Czy jesteś pewien, że w małżeństwie twoich rodziców jest wszystko w jak najlepszym porządku ? Jeśli tak to żyjesz w szczęśliwej rodzinie i możesz się cieszyć życiem. Jednak życie Anthonego Dowsona nie należało do udanych. Zniszczył je tak samo jak zniszczył je swoim dzieciom ...
Czy Alexowi i Connie uda się naprawić wszystko po tym jak ich ojciec zepsuł je doszczętnie i z trudem uszli z życiem ? Może jednak tak, a przecież mają tylko po piętnaście lat ...

sobota, 18 czerwca 2011

3.

- Aleksander Forrest, znowu niedostateczny – oznajmiła nauczycielka matematyki rozdając ostatnio napisane przez uczniów prace klasowe - Przykro mi, ale chłopcze weź się w końcu do nauki. Ja nie wiem co mam z tobą zrobić. Jeżeli dalej tak pójdzie to nie wiem czy nie dostaniesz zaproszenia do szkoły letniej. No cóż, taka jest prawda Forrest, nie patrz tak na mnie.

- Proszę pani, to jest niemożliwe, ja przecież się uczyłem!

- Ale się nie nauczyłeś, a to zasadnicza różnica. Zostań chwilkę po dzwonku.

Aleksander Forrest. Dziecko z rozbitej rodziny. Ojciec wyprowadził się od niego, gdy dowiedział się o ciąży Chelsea.

Zadzwonił szkolny dzwonek. Wszyscy wypadli z klasy, a chłopak został w ławce. Siedział niespakowany, wpatrując się w nauczycielkę.

- Aleksander. Posłuchaj. Ja nie chcę cię poniżać i ośmieszać przy całej klasie. Zależy mi na twojej poprawie. Spójrz w dziennik – położyła dziennik na jego ławce – Twoje oceny to cztery, jeden, jeden plus, dwa minus, jeden. Na początku semestru myślałam, że jesteś porządnym uczniem, ale kiedy zacząłeś dostawać coraz to niższe oceny, bardzo się zawiodłam na tobie. Proszę cię, przyjdź do mnie w czwartek na ósmą godzinę lekcyjną. Poprawisz oceny. Może się narzucam, ale musisz nauczyć się dbać o swoją przyszłość. Te oceny to twoja przyszłość! Ja wiem, że w głębi duszy jesteś mądry i wiesz jak obliczyć… - nauczycielka coś gadała o różnych obliczeniach. Mówiła, że chłopak umie to policzyć. Rzeczywistość była inna. Aleksander nie rozumiał matmy. Po prostu nie rozumiał – A może twoja mama znajdzie ja kiedyś korepetytora, co?

- Zapytam ją – uśmiechnął się.

- No dobrze. Idź już. Do czwartku!

Pani Oldman była dobrą nauczycielką. Nie wyśmiewała się z nikogo. Miała swoje zasady i własne opinie ale nikogo nigdy nie ośmieszała. Nigdy. Potrafiła pomagać.

Aleksander spakował się wyszedł. Pod klasą stała jego serdeczna przyjaciółka Abigail.

- I jak? – zapytała.

- No co, no. Nijak.

- Pytam się o poprawę. Pozwoliła ci?

- Pewnie, że tak. Ona zawsze pozwala. Dlaczego miałaby postąpić inaczej?

- Nie wiem. Posłuchaj. Mi także zależy abyś miała dobre oceny z matmy. Poucz się trochę. Poświęcisz góra czterdzieści pięć minut. Chciałabym abyś poprawił wszystkie oceny na piątki!

- Co?!

- Dobra, czwórki. – roześmiała się, ale jemu wcale do śmiechu nie było.

- Mówiła, żebym poprosił mamę o jakiegoś korepetytora.

- Świetny pomysł! Podciągniesz się.

- Nie wiem czy to dobry pomysł…

- Dlaczego?! Przecież to ci się przyda.

- No nie wiem…

- Zamknij się i dzwoń do mamy.

- Jak to? Teraz?!

- No a co? Przecież musisz mieć tego korepetytora na jutro.

- Oj Abi, Abi.. Przyjdę do domu i porozmawiam z nią.

- Mamo! Jestem! – zawołał Aleksander wchodząc do domu.

- Chodź już do stołu Alex, obiad gotowy!

- Co dziś jemy? – zapytał, kiedy jego młodsza siostra Camilla usiadła do stołu mówiąc:

- Mama zrobiła pieczeń!

- Owszem, zrobiłam pieczeń dla mojej kochanej rodzinki!

- Łał, mamo ty rzadko przyrządzasz pieczeń. Jakaś okazja? – zapytał syn.

- Nie, żadna. Czy nie można po prostu zrobić miłej niespodzianki od tak?

- Tata! – zawołała Camilla. Do domu wszedł mężczyzna o imieniu Rob. Był biologicznym ojcem Camilli ale nie Aleksandra. Chłopak nie wiedział, że na ziemi istnieje taki facet jak Anthony Dowson. Chelsea przez całe życie wmawiała mu, że Rob jest jego prawdziwym ojcem. Po nim także ma nazwisko. Matka nie chciała mieć tak niemiłego wspomnienia, jak nazwisko Dowson. Od razu po urodzeniu syna nazwała go swoim nazwiskiem – Watson. Po pięciu latach poznała mężczyznę swojego życia. Zakochała się w nim i wzięli ślub. Mają córkę Camillę, a Alexandrowi zmieniła nazwisko na Forrest. Teraz cała rodzina nazywa się Forrest i nikt nic nie podejrzewa. Nikt nic nie wie, że syn Pani Forrest ma innego ojca. Wszyscy sąsiedzi biorą ich za normalna i szczęśliwą rodzinę. W rzeczywistości tak właśnie jest.

wtorek, 7 czerwca 2011

2.

     Takie historie się zdarzają. Z tej akurat przyszło na świat dwoje dzieci. Dziewczynka imieniem Connie i chłopiec Aleksander. Dzieci w ogóle się nie znały. Do pewnego czasu ...

16 lat później ...
  Chicago, Michigan 

   - Jenny, wychodzę ! - powiedziała Connie do swojej matki. Mówiła tak do niej od kiedy pamięta. Nigdy nie było 'mamo'. Jenny pozwalała tak do siebie mówić, powtarzała, że to ją odmładza.
- Gdzie? Czy ja wyraziłam zgodę ? - powiedziała z uśmieszkiem. Zawsze tak robiła jak wiedziała, że to od niej zależy to gdzie i kiedy będzie wychodzić jej córka.
- Przestań już no.. Ja na prawdę muszę wyjść!- mówiła rozdrażniona. 
- A mogę chociaż wiedzieć gdzie ? - spytała.
- Nie, to tajemnica zawodowa - powiedziała z nonszalanckim uśmiechem na twarzy i wyszła z domu pozostawiając matkę z jeszcze trzymającym się pytającym wyrazem na twarzy. Ale nie była na nią zła. Wiedziała, że ma tylko ją więc nie trzymała jej pod kluczem żeby się nie buntowała, co jest typowe dla piętnastolatki. Jest samotną matką odkąd przed laty Antony Dowson zostawił ją w ciąży. Nie szukała jednak nowego mężczyzny. Było to dla niej jeszcze zbyt trudne po tym co się wydarzyło, mimo że było to już bardzo dawno. Jej córka wiele razy mówiła, że w ich domu brakuje męskiej ręki, ale ona zawsze tłumaczyła, że jeszcze na to nie pora. Connie bardzo chciała mieć ojca, mimo że znała historię nieudanego związku swoich rodziców. Nigdy nie ujrzała ojca na własne oczy. Tylko ze zdjęć, które pokazywała jej matka. Antony od czasu rozstania nie dawał znaku życia. Jenny zawsze go kochała. Nawet po rozstaniu miała nadzieję, że może on zmieni zdanie o dziecku i dadzą sobie jeszcze jedną szanse. Niestety tak się nie zdarzyło. Kobieta mimo to chciała mieć po nim pamiątkę, jako że mają wspólne dziecko przejęła po nim nazwisko 'Dowson'. 
Jenny prócz tego niemiłego wspomnienia była szczęśliwą kobietą. Miała wspaniałą córkę, dobrą pracę i przytulny dom. Miały też kochanego psa Matt'a. Connie powodziło się w szkole, miała dużo wspaniałych znajomych i jej hobby było granie na harmonijce, którą odziedziczyła po dziadku, który zmarł zaraz po jej narodzinach. Dziewczyna kochała matkę i nie miała jej za złe niczego. 
  Nagle zadzwoniła komórka Jenny.
- Halo? - odebrała.
- Gdzie ty się podziewasz ?! Szef czeka ! - oznajmiła jej koleżanka z pracy Emma. Było to najbliższa dla niej osoba zaraz po jej córce.
- Och, kurde ! Kompletnie zapomniałam o spotkaniu ! Zaraz będę. - powiedziała i odłożyła słuchawke. - Gdzie są te dokumenty z tą prezentacją, do cholery ?! - mówiła sama do siebie szukając pracy przygotowanej na spotkanie z szefem. Nagle podbiegł do nie Matt z teczką w ryjku. Był świetnie wytresowany i zawsze jej pomagał gdy nie mogła nic ogarnąć. Był kochany.
- Dzięki pupilku i papa, pani musi iść do pracy....


1.

Anthony Dowson. Czy to zwykły facet? Można tak powiedzieć, gdyż nigdy nie wygrał na żadnej loterii dużej sumy pieniędzy, nigdy nie był poszukiwany przez policję listem gończym, nigdy nie został obdarzony żadnym orderem. Nigdy nie zrobił nic dla państwa, ale także nigdy go nie zhańbił. Obojętny dla państwa, czterdziestolatek.

Nie jest taki bez winy, bo każdy kiedyś popełnił jakiś błąd. To co zrobił nie było złe, skutek także nie był zły, lecz jego zachowanie w stosunku do tego.

Poznał w liceum fajną dziewczynę imieniem Chelsea. Był z nią bardzo długo. Kilka lat. Doszło do tego, że któregoś dnia Chelsea zadzwoniła do niego z prośbą o spotkanie. Spotkali się w małej kawiarence ze względu na dyskrecję.

- Jestem w ciąży – walnęła prosto z mostu, kiedy usiadł. Trwało to dosłownie sekundę. Odebrało mu mowę, nie poruszał się. Był wpatrzony w Chelsea. Poczuł straszliwy ścisk w żołądku. To dopiero była nowina! Kobieta spoglądała na niego z ukosa. Czekała na reakcję. Spodziewała się uścisku swojego chłopaka. Pragnęła aby uniósł ją kilka centymetrów nad ziemią. Nic takiego się nie wydarzyło. Anthony siedział bezczynnie, ciągle się w nią wpatrując. Wreszcie wyksztusił z siebie dwa słowa.

- To fajnie – lekki uśmiech zagościł na jego twarzy. Chelsea była zawiedziona. „To fajnie?!” Jak można było zareagować w ten sposób, na wiadomość o tym, że właśnie został ojcem. Oficjalnie. Anthony’ emu przez myśl przeszło słowo ‘aborcja’. Chciał jej powiedzieć, że są za młodzi na dziecko. Nie chciał od razu wymawiać tego słowa, czekał aż ona sama na nie wpadnie. Chelsea nawet na chwilę nie pomyślała o usunięciu dziecka. Chciała go. Pragnęła macierzyństwa. Pragnęła zostać dobrą, opiekuńczą matką, która z dnia na dzień patrzy jak dziecko dorasta w jej oczach. Jak rosną mu włosy. Jak płacze przy pierwszym ząbkowaniu. W głowie miała już pełno imion, jakie chciałaby mu nadać. Marzyła o tym. Kiedy jej chłopak zaczął mówić o samych negatywach, jej promienna, zaróżowiona dotychczas twarz, zrobiła się ponura, matowa. Nie znienawidziła go za to bo go kochała. Za bardzo go kochała, żeby wywalić go ze swojego życia. Nie chciała go stracić. To była miłość. Jednak Anthony po usłyszeniu tej wiadomości, poczuł ciężar. Nie chciał jeszcze mieć dziecka. Nie chciał tak szybko zostawać ojcem. Był młody, chciał się wyszaleć. To był dla niego za duży obowiązek. Właśnie ciężar.

Byli ze sobą jeszcze kilka tygodni. Poruszyło go sumienie. Cały ten czas kłamał, że chce aby dziecko się narodziło. Nie chciał.

- Chelsea, porozmawiajmy – powiedział, któregoś dnia, zbierając się na odwagę, aby ujawnić prawdę.

- O co chodzi? – zapytała, czując, że czeka ją zła wiadomość. Już dawno odczuła, że coś go trapi. Wiedziała, że cieszy się na przymus. Miała jednak nadzieję, że właśnie za chwilę Anthony się jej oświadczy.

- Nie wiem od czego zacząć – Anthony czuł jak jego ręce robią się mokre od zdenerwowania.

- Po prostu powiedz. Zrobi ci się lżej na duszy – mówiła do niego cała podniecona. Była pewna, że pod bluzą chowa pudełeczko z pierścionkiem. Nic nie podejrzewała.

- Ja… Chelsea jesteśmy za młodzi, nie uważasz, że to za duży obowiązek?

- Ale co? O czym ty mówisz? – była całkowicie zbita z tropu.

- O dziecku - powiedział cicho i spuścił głowę. Czuł jak kamień spada mu z serca.

- Co? – kobieta posmutniała i nie mogła uwierzyć własnym uszom. Czyżby się przesłyszała? Czy jej chłopak nie chciał dziecka? Łzy napłynęły jej do oczu – Jak mogłeś powiedzieć coś takiego? Ja nawet nie pomyślałabym o czymś takim.

- Chelsea posłuchaj, po prostu uważam, że…

- Zamknij się! Wynoś się stąd!

- Nie denerwuj się tak, przecież jesteś w ciąży – powiedział spokojnie i próbował ją objąć. Odepchnęła go.

- Co się właściwie obchodzi! Przecież sam chciałeś je usunąć! Ty podły łajdaku!

- To nie tak…

- A jak?! A jak do cholery?!

- Ja chciałem tylko…

- Dobrze wiem czego chciałeś! Oczarowałeś następną panienkę i zrobiłeś jej kolejne dziecko! Ile ich już masz?!

- Chelsea przecież jesteśmy ze sobą od sześciu lat. W tym czasie nie miałem innej kobiety.

- Wiesz co, poznałam cię za dobrze. Nie wierzę w te twoje kłamstwa. Ilu dziewczynom już tak powiedziałeś? Ilu tak zawróciłeś w głowie?!

- Nie mam innych dzieci, Chelsea! Zrozum to!

- Nie rozumiem. Wynocha z mojego domu.

- Ale gdzie ja teraz się podzieję?!

- Nie obchodzi mnie to. Możesz mieszkać nawet na ulicy. Kiedy, któregoś dnia przejdziemy koło ciebie, nawet nie spojrzę w twoją zakłamaną twarz!

- Przejdziemy? Z kim będziesz szła?

- Z moim jeszcze nienarodzonym synem.

- Skąd wiesz czy nie będziemy mieli córeczki?

- My? Od teraz to jest tylko i wyłącznie moje dziecko. Nie ważne czy to będzie chłopczyk czy dziewczynka. Jak będę je kochać bez względu na wszystko. Znikaj z naszego życia.

To były ostatnie słowa jakie Anthony od niej usłyszał. Odszedł i już nigdy nie wrócił. Przez rok mieszkał ze swoim najlepszym przyjacielem Liam’ em. W końcu Liam miał dość, że to on wyżywia ich dwoje, podczas gdy jego pseudo przyjaciel leży całymi dniami w domu i chodzi wieczorami do barów. Musiał się więc wynieść ponownie. Nie dość, że nie chciała go dziewczyna to na dodatek jego najlepszy przyjaciel. Fakt, nie trudził się nawet o znalezienie pracy. Był po studiach gastronomicznych. Chciał zostać światowej sławy kucharzem, posiadającym pięciogwiazdkową restaurację. To były tylko marzenia, który już na pewno się nie spełnią. Było za późno.

Anthony mieszkał trochę na ulicy, spał w jakichś slumsach a o jedzenie po prostu żebrał, przy miejscowych supermarketach. Dawał sobie radę, jako tako.

Któregoś pięknego dnia, gdy siedział na krawężniku usiadła obok niego obca kobieta.

- Dlaczego pan siedzi na ulicy? – zapytała próbując spojrzeć w jego schowaną twarz.

- Nie będę się wyżalał i opowiadał historii mojego życia nieznajomym ludziom – powiedział i podniósł głowę. Zobaczył kobietę tak piękną, jakiej nie widział nigdy w swoim marnym życiu. Mógł się na nią patrzeć non stop. Taka była piękna.

- No dobrze. Chciałam po prostu pomóc. Serce mi się kraje, jak widzę opuszczonego człowieka, który na dodatek jest bezdomny. Czy naprawdę nie mogę nic dla pana zrobić?

Ich przyjaźń się rozwinęła. Zaczęli spotykać się w małych kawiarenkach. Anthony ubierał najlepsze ubrania jakie teraz miał. Przynajmniej wyglądał przyzwoicie. Nawet nie spostrzegli się, kiedy się w sobie zakochali i mięli za sobą już pierwszy pocałunek.

Dla Anthony’ ego pocałunki to było już za mało. Chciał czegoś więcej. I tutaj rozgrywa się ta sama sytuacja. Jenny mówi mu, że jest w ciąży a Anthony nie może w to uwierzyć. Ponownie próbuje porozmawiać o aborcji. Kolejna dziewczyna odrzuca jego propozycję i nakazuje mu się wyprowadzić.

Mężczyzna znowu zamieszkał na ulicy. Pewnego dnia gdy siedział na krawężniku późnym wieczorem, zaczepiła go banda facetów. Myślał, że to jakaś mafia lub gang i zaraz go pobiją. Chciał uciec i zerwał się do biegu, gdy wielka, potężna ręka złapała go za ramię, unieruchamiając jednocześnie.

- Spokojnie. Nic ci nie zrobimy – powiedział facet z wielką łapą.

- Czego ode mnie chcecie?! – Anthony był tak wystraszony, że przypominał bladego nieboszczyka. Bardzo bladego.

- Mamy taki mały interes i chcemy zawrzeć z tobą układ. Obserwujemy cię jakiś czas.

- O jaki układ chodzi?

Od tego się zaczęło. Dwóch facetów wciągnęło go w niebezpieczny biznes. Za takie coś można siedzieć w więzieniu. Stał się handlarzem narkotyków.